Luty 24 2020 09:07:42
Nawigacja
Szukaj
Kontakt

Dodaj link
Dodaj news
Dodaj artykuł

Ostatnie artykuły
Stacje napraw rowerów
Siłownia pod chmurką
UKS Pogoria
Siłownie i Fitness k...
Stowarzyszenie Rower...
Mamy na stronie
2367 newsów i 190 artykułów
Najczęściej czytane:
UKS Dąbrowiak Czytano: 13,021
Stadion i boisko tre... Czytano: 11,103
Zespół Szkół Sportow... Czytano: 10,854
LKS Promień Strzemie... Czytano: 10,218
III Półmaraton Dąbro... Czytano: 9,885
ZAPROSZENIE NA RODZI... Czytano: 9,778
Cabajewska Ewa - sia... Czytano: 9,314
Kawka Waldemar - tre... Czytano: 9,311
Białobrzeska Anna - ... Czytano: 9,274
Jacht Klub Pogoria 3 Czytano: 9,129
Siłownie i Fitness k... Czytano: 8,895
Kamila Ciba - ósma s... Czytano: 8,822
Sparing: MMKS Dąbrow... Czytano: 8,799
Prezentacja drużyny ... Czytano: 8,010
Koszykarze dąbrowski... Czytano: 7,871
Nowe pokolenie siatk... Czytano: 7,553
KIBICUJ (w) DĄBROWIE... Czytano: 7,202
Przeżyjmy to jeszcz... Czytano: 6,947
Młodziczki MKS Dąbro... Czytano: 6,883
Zawodnik, trener, ki... Czytano: 6,696
Najwięcej news'ów dodali:
   Zibar[2288]
   jpodsiadlo[37]
   Plazowicz[21]
   domino033[14]
   Szczepan[2]
   body academy[2]
   retrotenis[1]
   Piotr Laube[1]
   Endriu[1]
Ciekawe cytaty
W pogoni za Śnieżną Panterą
Turystyka nie tylko górskaWejście na wszystkie pięć najwyższych szczytów dawnego Związku Radzieckiego, czyli zdobycie trofeum „Śnieżnej Pantery” w ciągu jednego sezonu i pobicie przy okazji rekordu należącego do Denisa Urubki i Siergieya Molotova z 1999 roku, którym wyczyn ten udał się w 42 dni.

Taki był cel wyprawy „Snow Leopard Speed Ascent”, której organizatorem i zarazem uczestnikiem był pochodzący z Dąbrowy Górniczej Tomasz Kowalski. Wyprawa rozpoczęła się 2 lipca w Warszawie, skąd dąbrowski podróżnik wyruszył w góry Pamir leżące na granicy Kirgistanu i Tadżykistanu.

Poniżej relacja Tomka Kowalskiego obrazująca prawie 2 miesiące zmagań z górami, pogodą i własnymi słabościami. Zapraszamy do lektury.

Przebieg wyprawy:

Mimo próby skompletowania zespołu nie udaje mi się znaleźć partnera wspinaczkowego na wyprawę. Na pierwszy etap dołącza do mnie jedynie Agnieszka Korpal. Dodam, że przed wyprawą nie znałem w ogóle języka rosyjskiego.

Z Warszawy wyruszamy 2 lipca autobusem do Rygi skąd liniami AirBaltic następnego dnia lecimy do Biszkeku z przesiadką w Taszkiencie. Lądujemy 4 lipca. Podczas całej wyprawy korzystam z pomocy agencji Ak-Sai Travel, którą polecili mi inni Polscy wspinacze oraz m.in. Denis Urubko.

Pik Lenina

Po locie z Biszkeku do Oshu zostajemy przewiezieni busem do obozu bazowego wraz z grupą hiszpańską. Do bazy dojeżdżamy wieczorem 6 lipca. Cała akcja na Leninie od bazy do bazy trwa 19 dni. Pierwsze dni spędzamy na aklimatyzacji w obozie bazowym oraz obozie 1. Nie korzystamy z pomocy tragarzy i jesteśmy na tzw. small package *, czyli własna żywność i własny ekwipunek. Udaje nam się uzyskać lepszą cenę na wyżywienie w obozie bazowym i w dni poświęcone na regenerację to wykorzystujemy. Kilka dni śpimy również w wygodnym namiocie bazowym. Dwukrotnie pokonujemy szlak do obozu 2, raz z depozytem, drugi raz przenosząc się na stałe. Tak samo powyżej do obozu 3 na 6100 m n.p.m.

Mimo początku sezonu szczeliny, czasem znacznych rozmiarów są pootwierane, ale nie zabezpieczone jeszcze poręczówkami *. W jedną z nich wpada osoba z komercyjnej grupy polskiej PKA, na szczęście bez obrażeń. Jedynym poważniejszym wypadkiem podczas naszej obecności była lawina, która poturbowała Rosjanina na szlaku między obozem 1 i obozem 2.

W obozie 3 na wysokości 6100 m n.p.m. z powodu silnego wiatru spędzamy trzy noce. Pierwszy atak szczytowy podejmujemy po pierwszej nocy, jednak z powodu nieustającego, bardzo silnego wiatru i zimna, Agnieszka postanawia się wycofać, więc razem z nią wracamy do obozu. Następnego dnia, 21 lipca (17 dzień od przyjazdu do bazy) atakuję szczyt samotnie.

Wychodzę z obozu o 6:30 i po 5 godzinach i 26 minutach melduję się na szczycie. Powrót do obozu 3 zajmuje mi mniej niż 2 godziny. Od początku tego sezonu na szczycie nie stanęło więcej niż 15 alpinistów. Tego samego dnia wchodziła również polska grupa z PKA i ostatnie osoby z 6 osobowej grupy zakończyły atak szczytowy po 21 godzinach! Po noclegu w obozie 3 schodzimy do obozu 1 i następnego dnia opuszczamy Pik Lenina

Pik Korżeniewskiej

Już samotnie udaję się do Tadżykistanu (Agnieszka wróciła do Polski). Najpierw lot z Biszkeku do Duszanbe, potem samochodem do Jirigital i 28 lipca helikopterem dostaję się do bazy głównej na lodowcu Moscvina. W bazie jest para Polaków z Klubu Wysokogórskiego Warszawa oraz inna czteroosobowa grupa z KW Wrocław i KW Warszawa.

Dzień po przyjeździe do bazy ruszam na Pik Korzeniewskiej w celu szybkiego wejścia w stylu alpejskim *. Tego samego dnia dochodzę do obozu 2 na 5600 m. Przez cały wieczór i noc pada śnieg, przez co następnego dnia, przez pięć godzin, toruję całą drogę do obozu 3 na 6100 m.

Planowałem wejść wyżej do obozu 4, ale decyduję się zostać i atakować szczyt stąd. W malutkim obozie na grani jest tylko jeden namiot z parą Rosjan. Za mną po godzinie dochodzi czteroosobowa grupa, która rusza wyżej do obozu 4 i jutro planuje atakować szczyt.

W nocy znów pada śnieg, który zasypuje ślady prowadzące do obozu wyżej. Atak szczytowy zaczynam 31 lipca o 6:30. Do obozu 4 cały czas toruję, ponieważ nocne opady śniegu zasypały ślady prowadzące do obozu wyżej. Melduję się w nim po ponad godzinie. Wyżej są już ślady zrobione przez zespół, który szedł tędy wcześniej. Doganiam ich na grani szczytowej na wysokości ok 6700 m. Jedynie Kazach Denis, który torował, jest dużo szybszy od reszty i mijamy go schodzącego ze szczytu. Potem Denis jest moim partnerem we wspinaczce na Pik Komunizma.

Na szczyt wchodzę po 6 godzinach i 27 minutach od obozu 3 jako drugi tego dnia i czwarta osoba w tym sezonie (dnia poprzedniego na szczyt weszli Kirgiz Siergiej i Francuz Serge z którymi potem atakuję również Pik Komunizma). Drogę powrotną do obozu pokonuję w ok 1,5 godziny. Następnego dnia wracam na sam dół do obozu bazowego.

Cała akcja na Piku Korżeniewskiej zajmuję mi więc 3,5 dnia, 10 dni od zdobycia Piku Lenina.

Pik Komunizma

Szlak na Pik Komunizma był w tył sezonie jeszcze zupełnie dziewiczy. Pierwsi przewodnicy wyszli w kierunku góry celem założenia poręczówek dopiero 2 sierpnia i doszli jedynie do obozu 1 na 5100 m.

Ponieważ byłem sam musiałem znaleźć partnerów na wspinaczkę wśród osób przebywających w obozie bazowym. Jedynymi chętnymi byli pierwsi zdobywcy Piku Korzeniewskiej w tym sezonie. Denis z Kazachstanu (z którym stworzyliśmy dwójkę) oraz Serge z Francji i Siergiej z Kirgistanu (druga dwójka). Idziemy drogą normalną przez żebro Borodkina oraz Pik Duszanbe. Wyszliśmy z bazy z zamiarem 6 dniowego ataku. Pierwszego dnia dochodzimy do wysokości ok 5800 m pokonując najniebezpieczniejszy odcinek drogi – śnieżną rampę narażoną na lawiny seraków oraz skalny odcinek, częściowo ubezpieczony starymi poręczówkami.

Całą trasę jesteśmy zmuszeni torować, a wynajdywanie drogi pomiędzy serakami nie zawsze jest ewidentne. Drugi dzień to dojście do Wielkiego Pamirskiego Plato, przejście szczeliny brzeżnej i założenie obozu przed wejściem na grań Piku Duszanbe. Trzeciego dnia, mimo torowania w głębokim śniegu, dochodzimy dosyć szybko do wysokości ok 6800 m i kopiemy platformę na dwa namioty.

Następnego dnia, 8 sierpnia, atakujemy szczyt. Warunki znacznie się pogorszyły. Borykamy się z bardzo silnym wiatrem, słabą widocznością, która w dalszej części dnia spadła do kilku metrów oraz z niską temperaturą. Dodatkowo duża pokrywa śnieżna zmusza nas do trzymania się granicy skał w kopule szczytowej, co znacznie przedłuża i utrudnia wspinaczkę.

Szczyt osiągam po 6 godzinach i 54min jako drugi po Denisie, który toruje właściwie 70% całej drogi. Zejście sprawia nam wiele trudności. Ciągły opad śniegu, wiatr i mgła bardzo spowalniają tempo. Kilkukrotnie Serge osuwa się ze śniegiem na stromym stoku, na szczęście hamując w porę. Kilka długich odcinków to zejście w 70-80 stopniowym terenie śnieżno-lodowym. Na przełęczy z powodu braku widoczności tracimy orientację. Serge wpada do małej szczeliny, ale i tym razem nic się nie stało. Spada na nas mała deskowa lawina, ale zatrzymuje się na naszych stopach.

Przy zachodzącym słońcu dochodzimy do namiotów. Następnego dnia długa droga na sam dół do obozu bazowego. Spotykamy grupę Węgrów oraz Rosjanina, który wchodzi na szczyt dwa dni później w pięknej pogodzie (prawdopodobnie drugie i jedyne oprócz nas wejście na Pik Komunizma w tym sezonie). Na sam dół dochodzimy już bez kłopotów, popołudniu 9 sierpnia. Akcja od bazy do bazy trwała 5 dni, 8 dni po zdobyciu Piku Korzeniewskiej, 18 dni po Piku Lenina

Chan Tengri


12 sierpnia helikopterem wracam do Jirgital, skąd samochodem udaję się do Duszanbe. Następnego dnia lecę do Biszkeku. Po dniu odpoczynku jadę samochodem do Karkary skąd 16 sierpnia lecę helikopterem do bazy na lodowcu Inylczek Południowy.

Jestem ostatnim alpinistą, który przylatuje do bazy w tym sezonie. Dowiaduję się, że na Piku Pobiedy jest kilkanaście osób, ale wszyscy schodzą już ze szczytu (łącznie z Denisem Urubko, który wytyczył nową drogę na szczyt). Jedynie para Włochów planuje wyjść z bazy za 3 dni. Postanawiam więc zaatakować szybko Chan Tengri i dołączyć się do nich.

Tego samego dnia dochodzę szybko do obozu 1. Na morenie mam mały wypadek, potykam się i spadam z małego uskoku łamiąc kijek i trochę się obdzierając. W obozie jestem sam. Zostawiam namiot w obozie 1 i następnego dnia, wcześnie rano, ruszam na lekko celem dojścia do jamy śnieżnej w bozie 3. Udaje mi się to po niecałych 6godzinach, częściowo torując szlak.

Początkowo planowałem atak tego samego dnia, ale odradza mi to przez krótkofalówkę Dima, szef obozu bazowego. Ruszam więc o 4:40 następnego dnia (18 sierpień) w kierunku szczytu. Po drodze wyprzedzam parę Irańczyków. Szczyt osiągam po 7 godzinach 48min w pogarszającej się pogodzie.

W drodze na dół mijam Rosjanina oraz Irańczyków, którzy potem, po awaryjnym biwaku wzywają pomoc. Ostatecznie jednak udaje im się zejść o własnych siłach. Ja schodzę do jamy śnieżnej i po zrobieniu herbaty ruszam na dół. Niestety na lodowcu poniżej obozu 3 łapie mnie zamieć śnieżna. Zupełny brak widoczności i śladów zmusza mnie do przeczekania złej pogody. Po dwóch godzinach znajduje drogę na dół i wieczorem docieram do obozu 2.

Z powodu złej pogody nie mogę zejść na dół tego dnia. Rano mój budzik nie zadzwonił i wstaję zbyt późno, aby przejść niebezpieczny kuluar prowadzący do obozu 1. Cały dzień przeczekuję w namiocie, by o godzinie 17 zejść na dół. Po wyruszeniu do obozu 1 udaje mi się dotrzeć w 1,5 godziny, mijając po drodze mocno już nadtopiony lodowiec. Od razu ruszam do obozu bazowego, gdzie spotykam Ole Dzik, która przyszła razem z grupą turystów świeżo po wyprawie n Gasherbrum. Akcja na Chan Tengri zajęła mi 3 dni (planowane dwudniowa akcja nie udała się z powodu pogody), 10 dni po wejściu na Pik Komunizma, 28 dni po Piku Lenina.

Pik Pobiedy

Po dotarciu do bazy okazało się, że Włosi o których wspominałem wcześnie, już wyruszyli. Jeden z nich wycofał się dnia następnego, drugi dwa dni później z wysokości 5800 m. Byli to ostatni alpiniści działający na Piku Pobiedy w tym sezonie.

Mimo ogromnej motywacji i zapasu siły nie zdecydowałem się na samotny atak. Z powodu wyjątkowo ciepłego sezonu i stosunkowo dobrej pogody Lodowiec Zwiedoczka był w bardzo złym stanie. Do tego świeży opad śniegu powyżej 5000 m oraz brak innych ludzi na górze. To wszystko wpłynęły na moją decyzję.

Mimo tego, że w przeszłości atakowano Pobiede samotnie (robili to również Polacy, M.Kaczkan i M.Hening) to wydaję mi się, że wyjście w obecnych warunkach było by po prostu misją samobójczą. Bazę opuszczam 22 sierpnia z zamiarem powrotu za rok.

* Słowniczek:
small package – dosłownie mały pakiet, czyli tańsza wersja "pakietu" wyprawy wykupywana w agencji obejmująca dojazd, pozwolenia, korzystanie z infrastruktury bazy. Dla odmiany full package czyli duży pakiet dodatkowo obejmuje pełne wyżywienie, większe namioty oferowane przez agencje i np. saunę czy ciepły prysznic.

poręczówki – liny przymocowane na stale w trudniejszych odcinkach trasy, służące do asekuracji przy użyciu specjalnych urządzeń asekuracyjnych.

wejście w stylu alpejskim – szybka wspinaczka na wysoki szczyt bez zakładania obozów pośrednich, czyli z bazy głównej rusza się od razu na szczyt, robiąc jak najdłuższe odcinki i spędzając jak najmniej nocy na górze. Styl alpejski możliwy jest w górach wysokich jedynie przy dobrej aklimatyzacji.

Nagroda im. Andrzeja Zawady
– nagroda przyznawana dla młodych podróżników i alpinistów przez Urząd Miasta Gdynia na największym festiwalu podróżniczym KOLOSY. Więcej szczegółów na temat nagrody można znaleźć tutaj.

***

Uczestnicy wyprawy: Tomek Kowalski (KW Warszawa, Trialteam.pl), Agnieszka Korpal (niezrzeszona) – tylko na Piku Lenina
Miejsce: Pamir – Kirgistan oraz Tadżykistan, Tien –Shan – Kirgistan
Data wyjazdu: Warszawa, 2 lipca 2011
Data powrotu: Berlin, 27 sierpnia 2011
Sponsor sprzętowy: sklep górski WELD z Dąbrowy Górniczej
Dofinansowanie: Nagroda im. A.Zawady * – 13 500zł,
Cele zrealizowane: Zdobycie czterech szczytów ( w tym dwóch samotnie) w ciągu 28 dni licząc od szczytu do szczytu. Niezdobytym szczytem pozostał Pik Pobiedy.

Redakcja: Bartek Matylewicz
źródło: UM DG
Komentarze
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Pliki Cookies
Powitanie
Witam na stronie poświęconej sportom, rekreacji i turystyce w moim mieście. Na stronie są najnowsze informacje o imprezach dotyczących tych spraw ale zwłaszcza będę starał się zamieszczać wywiady i sylwetki ludzi którzy tworzą te wydarzenia lub w nich uczestniczą.



zapraszam również do
"polubienia"


Google+
Dziękuję za pomoc w stworzeniu tej strony firmie


Polecane strony
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 95
Najnowszy użytkownik: kjazwinski
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Wygenerowano w sekund: 0.02 5,886,604 Unikalnych wizyt