Lipiec 20 2019 01:06:59
Nawigacja
Szukaj
Kontakt

Dodaj link
Dodaj news
Dodaj artykuł

Ostatnie artykuły
Stacje napraw rowerów
Siłownia pod chmurką
UKS Pogoria
Siłownie i Fitness k...
Stowarzyszenie Rower...
Mamy na stronie
2363 newsów i 190 artykułów
Najczęściej czytane:
UKS Dąbrowiak Czytano: 12,782
Stadion i boisko tre... Czytano: 10,854
Zespół Szkół Sportow... Czytano: 10,709
LKS Promień Strzemie... Czytano: 10,029
III Półmaraton Dąbro... Czytano: 9,644
ZAPROSZENIE NA RODZI... Czytano: 9,615
Kawka Waldemar - tre... Czytano: 9,159
Białobrzeska Anna - ... Czytano: 9,124
Cabajewska Ewa - sia... Czytano: 8,993
Jacht Klub Pogoria 3 Czytano: 8,959
Siłownie i Fitness k... Czytano: 8,679
Sparing: MMKS Dąbrow... Czytano: 8,658
Kamila Ciba - ósma s... Czytano: 8,656
Prezentacja drużyny ... Czytano: 7,867
Koszykarze dąbrowski... Czytano: 7,733
Nowe pokolenie siatk... Czytano: 7,418
KIBICUJ (w) DĄBROWIE... Czytano: 7,029
Przeżyjmy to jeszcz... Czytano: 6,809
Młodziczki MKS Dąbro... Czytano: 6,723
Zawodnik, trener, ki... Czytano: 6,569
Najwięcej news'ów dodali:
   Zibar[2285]
   jpodsiadlo[36]
   Plazowicz[21]
   domino033[14]
   Szczepan[2]
   body academy[2]
   retrotenis[1]
   Piotr Laube[1]
   Endriu[1]
Ciekawe cytaty
Sięgnąć nieba z Moly Tucker
Każdego roku ok.1200 osób podejmuje próbę zdobycia Mount McKinley, udaje się to nielicznym.

Zapraszamy do zapoznania się z relacją z wyprawy dwóch młodych dąbrowian, Szymona Kałuży i Tomasza Kowalskiego, na Mount McKinley, najwyższy szczyt Ameryki Północnej.


* * *

Mount McKinley (6194 m.n.p.m) jest najwyższym szczytem gór Alaski, a zarazem całego kontynentu Ameryki Północnej, wchodząc tym samym w skład tzw. „Korony Ziemi".

Każdego roku około 1200 osób podejmuje próbę zdobycia tego szczytu, potocznie nazywanego przez miejscowych Indian, Denali. Nieliczni przechodzą trawers docierając na sam szczyt.

Pomysł wyprawy zrodził się w naszych głowach dwa lata temu. Wiedzieliśmy z Tomkiem, że będziemy chcieli podjąć tę próbę. Z powodu trudności organizacyjnych i braku doświadczenia musieliśmy realizację planu odłożyć w czasie.

Na Alasce, zatrzymaliśmy się w Anchorage. Zakupiliśmy najpotrzebniejszy sprzęt, jedzenie oraz samochód. Po czterech dniach byliśmy już w drodze do Talkeetna, bazy wylotowej na Denali.

Talkeetna to bardzo małe miasteczko. Znajduje się tam zaledwie kilka sklepów i kawiarni. W okresie letnim robi się tu bardzo tłoczno. Amatorzy wspinaczki i turyści z całego świata zjeżdżają do tego miejsca w poszukiwaniu przygody. Jest również pub, dobrze znany wspinaczom - The West Rib. Swoją nazwę posiada od jednej z dróg wspinaczkowych na Mount McKinley.

Przed rozpoczęciem wspinaczki kupiliśmy bilet na Air taxi, awionetkę, która dostarcza wspinaczy na lodowiec. Udaliśmy się na obowiązkowe spotkanie ze strażnikami Parku Narodowego Denali, gdzie otrzymaliśmy niezbędne informacje dotyczące góry oraz trasy wspinaczki.

Otrzymaliśmy od nich naklejki z nazwą i numerem wyprawy, worki na śmieci oraz kanister na fekalia. Tak przygotowani mogliśmy wyruszyć.

Wejście z Moly Tucker

Wspinaczkę rozpoczęliśmy West Butterss, klasyczną drogą na Denali. Proces aklimatyzacji, przystosowanie organizmu ludzkiego do rozrzedzonego powietrza na dużych wysokościach, przebiegał bardzo dobrze.

W pierwszym obozie poznaliśmy dwóch Anglików i dwóch Amerykanów, którzy na wyprawę postanowili zabrać ze sobą dmuchaną lalę Moly Tucker, która odtąd tworzyła razem z nami nieoficjalną grupę szturmową. Atmosfery panującej w obozach nie da się opisać słowami. Wspólne posiłki, wieczorna kawa, słuchaliśmy muzyki z radia na korbkę i wspólnie planowaliśmy kolejne górskie wyprawy. Po 10 dniach zdobyliśmy szczyt z Amerykanami, Johnem i Robim, oraz Moly Tucker, pierwszą dmuchaną lalą, którą udało się wnieść na szczyt. Anglicy zdobyli szczyt dwa dni po nas.

Na szczycie płacze każdy. Chyba nikt nie potrafi tego wytłumaczyć, jednak uczucia jakie temu towarzyszą: spełnienie, rozpierająca duma są warte każdego trudu, jaki napotyka się w trakcie wspinaczki.

Jedenastego dnia nadszedł czas rozstania. My podążyliśmy ku przełęczy, a chłopaki zdecydowali się na powrót tą samą drogą. Ciężko było się rozstać. Podczas wspólnej wyprawy zdążyliśmy się naprawdę zżyć.

Jak dotąd wszystko przebiegało bez większych problemów, wszystko zaczęło się zmieniać w trakcie zejścia... Niesienie ciężkiego sprzętu (około 30kg) już dawało się nam we znaki. Pogoda drastycznie się pogarszała, musieliśmy się zmagać z bardzo silnym wiatrem i zamiecią śnieżną.

Chwile grozy

Chwilami nie widziałem Tomka na końcu łączącej nas liny, choć dzieliło nas jedynie 15 metrów.
Przy takich warunkach pogodowych i zmęczeniu organizmu powinniśmy byli zaprzestać dalszego schodzenia. Zdecydowaliśmy się mimo wszystko kontynuować. Chcieliśmy mieć to już za sobą, wykąpać się, zjeść porządny posiłek.

Szliśmy godzinę lodowcem Harper, nagle Tomek wpadł do szczeliny. Nie miałem z nim żadnego kontaktu, jednak lina, którą byliśmy połączeni była napięta, warunki pogodowe były coraz gorsze. Chciałem zakotwiczyć czekan i przepiąć na niego asekurację, by móc podejść do szczeliny i sprawdzić czy z Tomkiem wszystko dobrze. W momencie wyrywało czekan, udało mi się złapać linę. W przypływie adrenaliny wyciągnąłem go półtora metra na „małpie" i czekałem... Przez głowę przebiegały mi tysiące myśli: co jeśli nie uda mu się wydostać? Przecież nie wrócę bez niego. Co ja powiem jego rodzicom?...

Czterdzieści pięć minut później zobaczyłem rękę Tomka. Zaczęliśmy krzyczeć do siebie. Tomek żebym nie puścił liny, a ja, że ją trzymam. Warunki były na tyle złe, że zajęło nam około dwóch godzin wydostanie go. Ostatkiem sił rozłożyliśmy namiot na środku lodowca i wymarznięci przeczekaliśmy do rana.

Następnego dnia kontynuowaliśmy zejście lodowcem Harper, a następnie stromą granią na lodowiec Muldorow. Co jakiś czas wpadaliśmy w szczeliny, na szczęście nie głębokie.

Rozbiliśmy namiot pod Serakiem, mieliśmy wspaniały widok na lodowiec. Następnego dnia widoczność spadła do 2-3 metrów, co zmusiło nas do przeczekania całego dnia w namiocie. Kolejnego dnia stoczyliśmy walkę z lodowcem Muldorow, a dokładnie z jego górnym icefall'em. Nie było łatwo!!! Lodowiec był popękany, wyglądał jakby ktoś zwyczajnie ponacinał go żyletką.. Wciąż nie mogę uwierzyć, że udało się nam go przejść! Piątego dnia zejścia pokonaliśmy odcinek dolnego icefall'a i w końcu dotarliśmy do przełęczy. Co jakiś czas wpadaliśmy do mniejszych lub większych szczelin, których nie sposób było zauważyć.

Długi marsz i przymusowa kąpiel

Trasa od przełęczy do Wonder Lake minęła bez większych problemów. Szóstego dnia towarzyszy ł nam deszcz, ale mimo złych warunków pogodowych udało się nam pokonać 48 km. Schodziliśmy szlakiem docierając do koryta rzeki McKinley.

Mieliśmy nadzieję, że już teraz wszystko pójdzie bez problemów, jednak w trakcie przeprawy przez rzekę jej nurt podciął mi nogę i porywał ze sobą. Wraz z całym bagażem znalazłem się w wodzie. Na szczęście byłem blisko brzegu i udało mi się szybko wydostać, ale w tym jednym momencie trochę najadłem się strachu. Nie tak miał wyglądać ostatni dzień wędrówki, wszystko miało przebiegać bez zbędnych utrudnień. Niestety jak na złość zgubiliśmy ścieżkę i przez około półtorej godziny musieliśmy przedzierać się przez tundrę. Atakowani przez chmarę komarów dotarliśmy do końca szlaku. Tak kończy się nasza pełna przygód wyprawa.

28 maja 2010, o godzinie 13.47 czasu polskiego, zdobyliśmy szczyt Mount McKinley. Jako jedyna ekipa w tym sezonie z powodzeniem przechodzimy trawers Denali - który przebiega od West Butters do Lodowca Muldrow. Jestem przekonany, że nie był to ostatni wspólnie zdobyty szczyt.

Chciałbym złożyć serdeczne podziękowania dla Małgorzaty i Włodzimierza Parzelskich, właścicieli firmy www.projektypersonalne.pl za pomoc w organizacji wyprawy.

Szymon Kałuża

autor: Przemysław Kędzior
źródło: UM DG
Komentarze
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Pliki Cookies
Powitanie
Witam na stronie poświęconej sportom, rekreacji i turystyce w moim mieście. Na stronie są najnowsze informacje o imprezach dotyczących tych spraw ale zwłaszcza będę starał się zamieszczać wywiady i sylwetki ludzi którzy tworzą te wydarzenia lub w nich uczestniczą.



zapraszam również do
"polubienia"


Google+
Dziękuję za pomoc w stworzeniu tej strony firmie


Polecane strony
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 95
Najnowszy użytkownik: kjazwinski
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Wygenerowano w sekund: 0.02 5,671,454 Unikalnych wizyt